niedziela, 15 maja 2016

017. Tanie i dobre?

Hej dziewczyny!

Coraz częściej można przeczytać na różnych forach, blogach i nie tylko, że tanie... znaczy dobre! Rynek kosmetyczny wzbogaca się w coraz to nowsze kosmetyki, które bardzo dobrze się sprawdzają, a do tego - są tanie! Mój portfel zawsze się cieszy, kiedy wiele z niego nie ubywa :)

Dzisiaj chciałabym opisać wam moją pierwszą paletkę, którą sobie zakupiłam. Przedstawię wam wszystkie plusy i minusy.



Dzisiaj skupimy się na paletce Makeup Revolution - Death by Chocolate

Jest to pierwsza paletka, na którą się zdecydowałam i z którą rozpoczynałam swoją przygodę malowania oczu. Co mnie na nią skusiło? Na pewno cena i dobra opinia Maxineczki (klik). Jako osoba początkująca chciałam kupić sobie coś niedrogiego, na czym będę mogła próbować swoich umiejętności. 

Pigmentacja?

Dobra, ale nie powalająca. Cienie trzymają się na oczach w dobrej kondycji tylko kilka godzin. Pod wieczór widać zarówno ich ubytek, jak i brak nasycenia kolorów. Zdecydowanie nie polecam na wielkie wyjścia, kiedy musimy wyglądać rewelacyjnie. Na co dzień? Jak najbardziej :)

Blendowanie i nakładanie?

Oceniam na bardzo dobry. Cienie nie osypują się, jeśli nadmiar strzepiemy z pędzelka. Nakładają się ładnie, równomiernie i nie trzeba się długo z nimi bawić, aby je ładnie rozetrzeć.

Kolory?

W paletce nie ma cieni typowo matowych. Są satynowe i błyszczące. Plusem na pewno jest większa pojemność beżowego cienia, który wykorzystywany jest najbardziej. Minusem jest dla mnie drugi duży, błyszczący cień. Jest koloru coś a'la żółtego i zdecydowanie używam go najrzadziej. 
Cienie błyszczące są ładnie napigmentowane, dobrze się nakładają i pięknie odbijają światło. Kolorystyka również mnie zadowala, aczkolwiek wolałabym, gdyby pojawiło się więcej jasnych, błyszczących cieni (są tylko dwa). 

Zapach?

Jak wiadomo, ta paletka wzorowana jest na paletce Chocolate Bar firmy Too Faced. Chociaż nie miałam jej ani razu w ręce, podobno zapach czekolady powala. Pisała o tym Blondlove (klik) na swoim blogu. Zapach paletki Makeup Revolution niestety nie powala. Jak dla mnie pachnie tanią podróbką czekolady. Na szczęście nie jest to zapach drażniący, dlatego mi nie przeszkadza.

Opakowanie?

Z plastiku. Nie jest to opakowanie najwyższych lotów, ale jest to gruby, solidny plastik, który nie powinien rozwalić się przy pierwszym spotkaniu z ziemią. Niestety przy drugim albo trzecim - mogą być problemy. Lusterko w paletce jest słabej jakości. Dodatkowo cienie się pylą i łatwo na nim osiadają, co nie sprzyja jego używaniu. 

Ocena ogólna?

Jeśli szukacie paletki, z którą chcielibyście rozpocząć, tak jak ja, swoją przygodę z malowaniem oczu, to polecam. Jest to paletka tania, ze standardowymi kolorami (beże i brązy), które ładnie się nakładają i blendują.

Jeśli szukacie jednak czegoś trwałego, co będzie wyglądać dobrze bez względu na okazję - lepiej zainwestować w coś innego.

A poniżej prezentują wam szybki i dzienny makijaż, który udało mi się stworzyć :)









A wy? Posiadacie tę paletkę? Jak ją oceniacie? 

Buziaki!
A.



3 komentarze:

  1. Nie mam jej, jakoś mnie specjalnie żadna z nich nie kusiła, aż do teraz... bo wydali najnowszą zupełnie czarną z brzoskwiniowymi cieniami.

    Ps. Ładny ten dzienniak:)
    Ps2. Tak, Too Faced pachnie cudownie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Polaaaaa powinnaś częściej się tak malować! Nie przepadam za makijażem, ale ten przez prostote i delikatność skradł moje serce <3 No i nie do wszystkich pasuje, ale Ty wyglądasz w nim rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Polaaaaa powinnaś częściej się tak malować! Nie przepadam za makijażem, ale ten przez prostote i delikatność skradł moje serce <3 No i nie do wszystkich pasuje, ale Ty wyglądasz w nim rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń