Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

017. Tanie i dobre?

Hej dziewczyny!

Coraz częściej można przeczytać na różnych forach, blogach i nie tylko, że tanie... znaczy dobre! Rynek kosmetyczny wzbogaca się w coraz to nowsze kosmetyki, które bardzo dobrze się sprawdzają, a do tego - są tanie! Mój portfel zawsze się cieszy, kiedy wiele z niego nie ubywa :)

Dzisiaj chciałabym opisać wam moją pierwszą paletkę, którą sobie zakupiłam. Przedstawię wam wszystkie plusy i minusy.



Dzisiaj skupimy się na paletce Makeup Revolution - Death by Chocolate

Jest to pierwsza paletka, na którą się zdecydowałam i z którą rozpoczynałam swoją przygodę malowania oczu. Co mnie na nią skusiło? Na pewno cena i dobra opinia Maxineczki (klik). Jako osoba początkująca chciałam kupić sobie coś niedrogiego, na czym będę mogła próbować swoich umiejętności. 

Pigmentacja?

Dobra, ale nie powalająca. Cienie trzymają się na oczach w dobrej kondycji tylko kilka godzin. Pod wieczór widać zarówno ich ubytek, jak i brak nasycenia kolorów. Zdecydowanie nie polecam na wielkie wyjścia, kiedy musimy wyglądać rewelacyjnie. Na co dzień? Jak najbardziej :)

Blendowanie i nakładanie?

Oceniam na bardzo dobry. Cienie nie osypują się, jeśli nadmiar strzepiemy z pędzelka. Nakładają się ładnie, równomiernie i nie trzeba się długo z nimi bawić, aby je ładnie rozetrzeć.

Kolory?

W paletce nie ma cieni typowo matowych. Są satynowe i błyszczące. Plusem na pewno jest większa pojemność beżowego cienia, który wykorzystywany jest najbardziej. Minusem jest dla mnie drugi duży, błyszczący cień. Jest koloru coś a'la żółtego i zdecydowanie używam go najrzadziej. 
Cienie błyszczące są ładnie napigmentowane, dobrze się nakładają i pięknie odbijają światło. Kolorystyka również mnie zadowala, aczkolwiek wolałabym, gdyby pojawiło się więcej jasnych, błyszczących cieni (są tylko dwa). 

Zapach?

Jak wiadomo, ta paletka wzorowana jest na paletce Chocolate Bar firmy Too Faced. Chociaż nie miałam jej ani razu w ręce, podobno zapach czekolady powala. Pisała o tym Blondlove (klik) na swoim blogu. Zapach paletki Makeup Revolution niestety nie powala. Jak dla mnie pachnie tanią podróbką czekolady. Na szczęście nie jest to zapach drażniący, dlatego mi nie przeszkadza.

Opakowanie?

Z plastiku. Nie jest to opakowanie najwyższych lotów, ale jest to gruby, solidny plastik, który nie powinien rozwalić się przy pierwszym spotkaniu z ziemią. Niestety przy drugim albo trzecim - mogą być problemy. Lusterko w paletce jest słabej jakości. Dodatkowo cienie się pylą i łatwo na nim osiadają, co nie sprzyja jego używaniu. 

Ocena ogólna?

Jeśli szukacie paletki, z którą chcielibyście rozpocząć, tak jak ja, swoją przygodę z malowaniem oczu, to polecam. Jest to paletka tania, ze standardowymi kolorami (beże i brązy), które ładnie się nakładają i blendują.

Jeśli szukacie jednak czegoś trwałego, co będzie wyglądać dobrze bez względu na okazję - lepiej zainwestować w coś innego.

A poniżej prezentują wam szybki i dzienny makijaż, który udało mi się stworzyć :)









A wy? Posiadacie tę paletkę? Jak ją oceniacie? 

Buziaki!
A.



niedziela, 24 kwietnia 2016

014. Lily Love Lolo

Hej dziewczyny!

Pewnie każda z Was ma swoją ulubioną markę kosmetyków do makijażu. Moja to zdecydowanie mało znane kosmetyki Lily Lolo, czyli naturalne kosmetyki mineralne. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o tym jak przyjaźnię się z podkładem tej firmy już od dwóch lat i czym warto kierować się przy zakupie. Zapraszam!


Podkład mineralny? Hmm…

Jak to bywa z mineralnym kosmetykami – są one sypkie. Dla wielu dziewczyn jest to bariera nie do przejścia, bo jak to? Podkład bez smarowania? A jednak! Nakładamy go pędzelkiem (najlepiej metodą stemplowania), ja używam pędzla Baby Buki również z Lily Lolo i sprawdza się doskonale. Ważne, by przed zastosowaniem podkładu nanieść na twarz jakiś krem, aby podkład miał się na czym trzymać. Ja używam najzwyklejszego Nivea Soft – jest to dla mnie jeden z niewielu kremów, który mnie nie uczula, a przy okazji bardzo lekka konsystencja dobrze współgra z minerałami. Podczas nakładania zawsze lepiej nałożyć kilka cieniuteńkich warstw, niż jedną grubą, gdyż wtedy nie trudno o efekt pudernicy. Krycie zależy od ilości nałożonych warstw. Zaraz po zrobieniu makijażu może się Wam wydawać, że efekt jest mocno pudrowy, ale mija on już po kilku minutach, a podkład pięknie dopasowuje się do twarzy, dając bardzo naturalny efekt.




Jak trafiłam na Lily Lolo?

Dwa lata temu zauważyłam , że moja cera pogarsza się w zastraszającym tempie. Nie pomagała zmiana diety, kremów, żeli do mycia twarzy, a testowanie różnych podkładów również nie wpływało na cerę zbyt dobrze. Doszłam do wniosku, że skoro podkład to kosmetyk, który nosi się na twarzy cały dzień, warto, by nie tylko maskował wszystko to, co chcemy ukryć, ale też leczył skórę i jak najmniej faszerował ją chemią. Wtedy zaczęłam czytać o kosmetykach mineralnych, które były dla mnie jakimś kosmicznym zjawiskiem gdzieś istniejącym, z którym nigdy nie miałam do czynienia. Przeszukałam cały Internet w poszukiwaniu informacji na temat jakości produktów różnych firm i tak okazało się, że Lili Lolo jest polecane na każdym kroku. Postanowiłam więc zaryzykować i nie zawiodłam się.




Kolorów co nie miara!

Jeśli chodzi o podkłady Lily Lolo to ich gama kolorystyczna jest tak szeroka, że każdy znajdzie cos dla siebie. Kolory dopasowane są odpowiednio do czterech rodzajów karnacji: wpadającej w tony chłodne i ciepłe, neutralnej i oliwkowej. Następnie w każdej kategorii odnajdujemy całą masę różnych odcieni od jasnych do ciemnych. Tak szeroki wybór może ucieszyć zwłaszcza bledziochy, bo zakres jasnych tonów jest tak szeroki, że chyba nie mam możliwości, by ktoś nie wybrać idealnego odcienia dla siebie. Całość przedstawia się następująco:

źródło: http://www.costasy.pl/menu,13,podklad_mineralny_lily_lolo




Jak dobrać kolor?

Przyznam, że to jest największą zagwozdka... Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie jaki mamy odcień cery. Dobrym sposobem jest ocena koloru żył na przedramieniu: jeżeli są niebieskie to mamy cerę chłodną, a jeśli zielone to ciepłą lub oliwkową. Na stronie znajdujemy również pomocną tabelkę:

źródło: http://www.costasy.pl/menu,139,jak_dobrac_idealny_podklad


Przy moim pierwszym podejściu do Lily Lolo składałam zamówienie na Costasy.pl dwa razy. Za pierwszym razem zamówiłam tylko próbki, by mieć pewność co do koloru, a dopiero później pełnowymiarowe kosmetyki. Polecam Wam ten sposób – gama kolorystyczna naprawdę jest tak szeroka, że nie warto kupować w ciemno, bo na pewno znajdziecie coś idealnego, a podkład (przynajmniej w moim przypadku) jest tak wydajny, że wystarcza na ponad pół roku (a używam codziennie). Polecam Wam również kupić sobie małe pudełeczko z ciemniejszym dwa lub trzy tony odcieniem. Jeżeli się opalicie, to możecie je mieszać i zawsze kolor będzie dopasowany do waszej cery




Działanie i trwałość

Jestem posiadaczką cery mieszanej ze skłonnością do suchej na policzkach. Odkąd zaczęłam stosować Lily Lolo pozbyłam się wszelkich problemów skórnych i różnego rodzaju niespodzianki są na mojej twarzy rzadkością. Trwałość kosmetyków jest zadziwiająca, ale trzeba je naprawdę starannie nałożyć. Używam ich na co dzień i „od święta” łącznie z tym, że pomalowana byłam Lily Lolo na własnym ślubie i kilku innych weselach w przeciągu ostatnich dwóch lat. Mimo tańców całą noc podkład pięknie się utrzymywał, nigdy nie spłynął, ani nie podziało się z nim nic złego. Inne kosmetyki tej firmy, tj. pudry, korektory, róże i brązery również są godne polecenia, ale o tym napiszę szerzej w jednym z kolejnych postów.

Używałyście kiedyś minerałów? Jak sprawdziły się u Was?
Ślę buziaki!
M.

środa, 6 kwietnia 2016

012. Akcja pielęgnacja!

Hej kochani! 

Czy tylko ja cieszę się z tej pięknej wiosny, która nadeszła? Mam nadzieję, że nie! To cudowne słońce za oknem sprawia, że codziennie wstaję z ogromnym uśmiechem na twarzy i chęcią do działania. Kocham tę porę roku i mam nadzieję, że te piękne dni pozostaną z nami na dłużej.

Dzisiaj mniej o kosmetykach, a więcej o pielęgnacji.

Moja skóra od pewnego czasu zrobiła się bardzo humorzasta i nadzwyczaj wrażliwa. Nieustanne pieczenie, swędzenie, pojedyncze wypryski, przesuszenie, przetłuszczenie i tak w kółko. Przestały mi pomagać moje dotychczasowe kremy z Nuxe. Miałam wrażenie, że nie nawilżają mojej cery dostatecznie oraz w żaden sposób nie pomagają w gojeniu się moich nieproszonych gości. Na szczęście, będąc kiedyś w Rossmannie, wpadły mi do rąk rewelacyjne kosmetyki, którymi chcę się z Wami podzielić.



Tołpa. Cudowna, polska firma. Po raz pierwszy usłyszałam o niej w zeszłym roku. Odkąd pojawiła się na półkach w drogeriach, zainteresowała mnie jeszcze bardziej. Pierwszym kosmetykiem jaki kupiłam był mini żel do mycia twarzy i oczu (50ml). Sprawdził się... idealnie! Po raz pierwszy nie miałam problemu ze swędzącą i suchą skórą po myciu. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Nie wiadomo dlaczego, ale ta miłość na tym jednym kosmetyku poprzestała. Jednak, tak jak wspomniałam wcześniej, pewnego dnia Tołpa ponownie przykuła moją uwagę w Rossmannie (również dzięki promocji). Mając trochę więcej czasu postanowiłam dokładnie wczytać się w skład kosmetyków oraz zapewnienia producenta. Po dość długiej lekturze powyższe cztery produkty trafiły do mojego koszyka z nadzieją, że pomogą mi wyjść z tego okropnego stanu mojej cery. Co sądzę o nich po pierwszych miesiącach używania?  


Na początek normalizujący płyn micelarny do mycia twarzy. Co mówi producent?
Nasz dermokosmetyk usuwa makijaż, zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Zwęża rozszerzone pory i normalizuje wydzielanie sebum. Przywraca fizjologiczne pH i pozostawia skórę odświeżoną i matową.
Czy się zgadzam? Zdecydowanie! Ten płyn micelarny sprawił, że moje oczy już nie płaczą przy demakijażu, a skóra nie piecze ani nie swędzi. Twarz sprawia wrażenie idealnie oczyszczonej, świeżej i... zadowolonej :) Wielkim plusem jest dla mnie fakt, że płyn nie posiada wyrazistego zapachu. Moja skóra go kocha!


Normalizujący tonik matujący. Co mówi producent?
Nasz dermokosmetyk delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek i
normalizuje wydzielanie sebum. Działa ściągająco i antybakteryjnie. Przywraca fizjologiczne pH skóry i długotrwale matuje. 
No i pewnie znowu was nie zaskoczę, że... zgadzam się w pełni z zapewnieniami producenta. Ten tonik sprawił, że wyraźnie pozbyłam się mojego problemu z trądzikiem, a przede wszystkim z wszelakimi zanieczyszczeniami na twarzy. Zapewne wszyscy znamy małe, czarne kropki, wyraźnie widoczne na nosie i nie tylko. Ja z problemem wągrów borykałam się długi czas. Próbowałam wszystkiego. Przeszłam przez peelingi, domowe maseczki itp. Ten tonik naprawdę pozwolił mi zauważalnie zniwelować problem z wągrami (choć jeszcze nie w 100%). W duecie z moim kolejnym ulubieńcem potrafią zdziałać cuda. 


Mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy. 
Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek, działa antybakteryjnie i odblokowuje pory. Posiada fizjologiczne pH i nie wywołuje podrażnień. Wygładza i odświeża skórę. Może być stosowany codziennie.
Na początku byłam do niego nastawiona sceptycznie. Po nałożeniu na twarz bardziej przypominał mi żel niż peeling z powodu drobinek, które były ledwie wyczuwalne na twarzy. Poddawałam w wątpliwość czy to rzeczywiście będzie działać, bo od zawsze byłam przyzwyczajona do peelingów gruboziarnistych, działających niemal jak papier ścierny. Ale... ponownie - pozytywne zaskoczenie! Po sumiennym stosowaniu codziennie, stan mojej skóry zdecydowanie się polepszył. Tak jak wspominałam wcześniej, wyraźnie zmniejszył się problem z wągrami, a twarz stała się miękka w dotyku. Po peelingach gruboziarnistych bardzo często miałam problem z podrażnieniem twarzy i wyraźnym zaczerwienieniem. Po umyciu tym żelem - nic takiego nie zauważyłam. Gdyby tylko wystarczyło mi samozaparcia, żeby używać go codziennie, to myślę, że zdziałałby cuda na mojej skórze. 


Lekki regenerujący krem korygujący na noc.
U-LU-BIE-NIEC!!!

Służy do walki z niedoskonałościami skóry w czasie snu. Reguluje wydzielanie sebum, odblokowuje pory i działa antybakteryjnie. Zapobiega powstawaniu grudek, krostek i zaskórników oraz przyspiesza eliminację zmian. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Jednym zdaniem: rano skóra jest zregenerowana i ma wyrównany koloryt.
Tak, tak, tak!!! Nie wyobrażam sobie już życia bez tego kremu, co pewnie widać po jego zużyciu. Jest fenomenalny. Jego konsystencja jest lekka, bezzapachowa i bardzo łatwa w rozcieraniu. Mój dotychczasowy problem z kremami na trądzik polegał na tym, że wszystkie przesuszały mi skórę. Ten krem działa zupełnie inaczej. Po pierwsze, cudownie nawilża cerę. Po drugie, wyraźnie zredukował ilość wyprysków. Po trzecie, skóra twarzy jest idealna w dotyku nad ranem. Jedyny minus (choć w sumie mi to nie przeszkadza)? Krem nie wchłania się całkowicie. Rano, przy myciu twarzy, wyraźnie czuć jego obecność. Mimo to jestem w nim zakochana na zabój. 

A to ostatnia perełka, która trafiła mi się podczas zakupów w Rossmannie. Potrzebowałam małego żelu pod prysznic na wyjazd i postanowiłam wziąć ten z Tołpy. Ten mus jest absolutnie boski. Dlaczego? Z powodu tego ZAPACHU! Zawiera on naturalne olejki eteryczne: werbenę, limonkę, cytrynę i paczulę, które sprawiają, że pachnie on po prostu nieziemsko. Jest to mój nr 1 na wiosnę. Po jego użyciu człowiek ma od razu więcej energii. :) 


To tyle! Mam nadzieję, że post się Wam spodobał. Mam dla was również niespodziankę!

W drogeriach Natura do 13 kwietnia obowiązuje promocja -30% na produkty Tołpa z serii Sebio, czyli dokładnie te przedstawione powyżej. Osobiście polecam nabyć je w cenie promocyjnej, ponieważ nie należą one do najtańszych. A uwierzcie mi, są warte każdej złotówki! Ja zamówiłam już krem na dzień. Mam nadzieję, że będzie tak samo dobry, jak ten na noc. 

Do usłyszenia znowu!

A.

poniedziałek, 22 lutego 2016

007. Would you like to get a kiss?

Hej!

Dzisiaj kolejny post makijażowy o pomadkach i wszelkiego rodzaju produktach do ust! Jest to zdecydowanie mój ulubiony temat. W końcu nie ma nic lepszego niż pięknie podkreślone usta, prawda?

Przedstawiam Wam moich ulubieńców w tej kategorii. Są to produkty, po które sięgam najczęściej i bez żadnego zawahania.


I. Bourjois - Rouge Edition Velvet 

O tych pomadkach słyszeli już chyba wszyscy! To ten typ, który ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Na szczęście ja należę do tej pierwszej grupy. Moją miłość do nich można poznać po liczbie posiadanych przeze mnie sztuk tego produktu. Uwielbiam ich trwałość (są nie do zdarcia, naprawdę), konsystencję i łatwość nakładania, dzięki wygodnemu aplikatorowi. Minus? Jedyne czego rzeczywiście mogłabym się doczepić to zapach. Nie jest dla mnie drażniący, ale do przyjemnych też nie należy. Na szczęście po aplikacji na usta jest niewyczuwalny :) 


Oto moje top 3! Od lewej: 06 Pink Pong, 05 Ole Flamingo oraz 02 Frambourjoise


Od lewej: 09 Happy Nude Year, 11 So Hap'pink (używam jej bardzo często do makijażu dziennego) oraz 01 Personne ne rouge! (czyli cudowny, ciemnoczerwony odcień) 

II. Urban Decay 



Moje nowe perełki! Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, szczególnie w Sheer Ladyshower. Jest to przepiękny różowy odcień, który na ustach prezentuje się świeżo i delikatnie, a jednocześnie cudownie je podkreśla! Drugi kolor to już bardzo lekki i zgaszony róż, świetnie nadający się do podkreślenia ust przy mocnym makijażu oczu. Nie dominuje, a pomaga pięknie dopełnić cały makijaż. 

Wiem, że nie jest to najlepsze zdjęcie, ale niestety sztuczne światło nie pozwalało osiągnąć lepszego efektu.


III. Rimmel - Kate Moss 




Czyli moje pierwsze pomadki. Pamiętam jak dziś, kiedy kupowałam swoją pierwszą sztukę. Plusy? Cudowny zapach, bardzo fajna i kremowa konsystencja. Minus? Nie utrzymują się na ustach zbyt długo. W moim przypadku wystarczy tylko coś wypić lub zjeść i na ustach pozostaje tylko kontur. Mimo to bardzo lubię malować nimi usta, a szczególnie w lecie. Moim jesiennym numerem jeden był kolor 107. To cudowny, ciemny, malinowo-bordowy kolor. Nadaje rockowego charakteru :) 


IV. Max Factor - Lipfinity 


Od lewej kolory nr: 335, 020, 055 i 160

To moje odkrycie podczas promocji -49% w Rossmannie. Zachęcona dobrymi opiniami kupiłam jedną pomadkę, a potem moja kolekcja rozszerzyła się o kolejne trzy. Dlaczego? Bo to NAJTRWALSZY produkt jaki kiedykolwiek miałam na ustach. Poważnie, te pomadki są absolutnie nie do zdarcia choćby nie wiem co. Dużym problemem jest nawet zmycie ich za pomocą płynu micelarnego. Plusy? Trwałość, trwałość, trwałość. Minusy? Pomadka potrafi BARDZO przesuszyć usta, jeśli po nałożeniu jej, nie nałożymy bezbarwnej pomadki, którą załącza producent (całe czarne opakowanie). Wskazane jest, żeby od czasu do czasu poprawić usta właśnie tym bezbarwnym produktem, aby utrzymać ich odpowiednie nawilżenie oraz nadać im świeżego połysku. Jestem wielką fanką tych pomadek i myślę, że moja kolekcja będzie stawać się coraz większa. Niestety, ich cena regularna jest dość wysoka, dlatego warto polować na promocje.

V. Bourjois - Color Boost 


Kolejny produkt firmy Bourjois, z którego jestem bardzo zadowolona. Jest to pomadka w formie kredki w kolorze 07 Proudly Naked. Jest to pierwszy nudziakowy kolor, który bardzo podoba mi się na moich ustach. Wygląda elegancko, nienachalnie, a jednocześnie nie pozwala moim ustom zlać się z kolorem skóry. Polecałabym ją zarówno na co dzień, jak i do wieczorowych, mocnych makijaży. W każdej koncepcji powinna sprawdzić się idealnie. 

VI. Catrice i Carmex



Są to dwa produkty, których używam zdecydowanie najczęściej. Carmex, jak wiadomo, pomaga mi odpowiednio nawilżyć usta. Pomadka Catrice robi dokładnie to samo, ale jednocześnie nadaje ustom piękny, różowy i bardzo naturalny odcień. Używam jej, kiedy się spieszę i nie mam czasu na dokładnie pomalowanie ust. Dwa ruchy wystarczą, aby moje usta wyglądały na zadbane oraz odpowiednio nawilżone. 



A więc to tyle! Mam nadzieję, że skorzystacie z moich porad i może wśród moich ulubieńców znajdziecie swojego? A jakie są wasze typy? Chętnie je przetestuję!

A.




środa, 27 stycznia 2016

003. Ulubieńcy codziennego makijażu

Hej!

Dzisiaj co nieco o makijażu. :)

Moja historia z makijażem nie jest długa, fascynująca ani jakoś specjalnie inspirująca. Myślę, że tak jak w przypadku większości kobiet, przyszedł czas, kiedy po prostu zaczęłam się nim interesować. Moje początki sięgają czasów podstawówki, kiedy to część z dziewczyn zaczęła używać podkładu i tuszu do rzęs, ewentualnie pudru i koniecznie czarnej kredki! Ja też spróbowałam, ale... po około tygodniu albo dwóch zrezygnowałam. Nie miałam problemów z cerą, nie musiałam niczego zakrywać, a w makijażu wcale nie czułam się lepiej. Kolejną próbę podjęłam w czasach gimnazjum - w drugiej lub trzeciej klasie. Wtedy na twarzy zaczęły się pojawiać pierwsze wypryski, które żadnym magicznym sposobem nie chciały zniknąć. W ruch poszedł korektor i podkład, który potajemnie podkradłam mamie. Czasami dochodził tusz do rzęs. Jak widać - bez szaleństwa. Czas liceum był już czasem odkrywania i pogłębiania owej znikomej wiedzy. Mniej więcej w drugiej klasie tusz do rzęs i podkład były obowiązkowe, a do tego doszły róże, bronzery i ewentualnie kredka do brwi. W makijażu czułam się pewniej i... ładniej :) Oczywiście w tym miejscu muszę dodać, że nie byłam (ani nie jestem) osobą, która bez makijażu nie wyjdzie do sklepu na osiedlu! Bardzo często zdarza mi się chodzić tylko i wyłącznie z kremem na twarzy, ale każda z nas lubi od czasu do czasu poczuć się wyjątkowo, prawda?

Całkowite zainteresowanie makijażem zaczęło się u mnie trochę ponad rok temu. Od tamtej pory dużo czytam na ten temat, testuję, maluję oraz świadomie kupuję kosmetyki i produkty do pielęgnacji cery. Na chwilę obecną moja kosmetyczka nie jest jakoś bardzo rozbudowana, ale pierwszych ulubieńców znalazłam :)

I. Podkład 



Obecnie używam podkładu Naked Skin firmy Urban Decay w kolorze 2.0. Dostałam go pod choinkę, ponieważ mój dotychczasowy się skończył. Podkład ma bardzo lejącą konsystencję, która na początku nie do końca przypadła mi do gustu. Na szczęście szybko się zaprzyjaźniliśmy! Nie obciąża, jest lekki, trwały, ma bardzo naturalne krycie i maskuje wszystkie zaczerwienienia oraz lekkie niedoskonałości. Mogę stwierdzić, że jest dla mnie jak "druga skóra". Na szczęście jestem posiadaczką cery, która bardzo rzadko miewa nieproszonych gości, dlatego ten podkład sprawdza się u mnie idealnie. 

II. Puder 



Moim pudrowym ulubieńcem jest Matujący puder sypki z firmy Kobo w odcieniu 102 Ivory. Trafił do mnie podczas jakiejś okazji cenowej w drogerii Natura i pomyślałam - czemu nie, dam mu szansę. Produkt ma 8g i jest niezwykle wydajny. Co najważniejsze - nie osypuje się na ubrania ani włosy. Jeśli lekko strzepiemy pędzel przed nałożeniem, to na pewno nie zrobi nam takich psikusów. Puder ładnie matuje oraz nadaje cerze lekkiego i naturalnego wyglądu. Zazwyczaj nakładam go tylko raz w ciągu dnia, przy porannym wykonywaniu makijażu i spokojnie wystarcza na kilka godzin. Do makijażu dziennego spisuje się na piątkę :) 


Drugim ulubieńcem jest puder utrwalający Dermablend Fixateur Poudre z firmy Vichy. Używam go wtedy, kiedy wiem, że cały dzień nie będzie mnie w domu i nie będę miała zbyt dużo czasu na poprawki. Puder rzeczywiście bardzo dobrze utrwala makijaż, jest bezbarwny, nie obciąża i jest przyjemny w noszeniu. Odpowiednio nałożony zapewni mat i brak nerwów przez wiele godzin. :) 

III. Korektor



Moim ulubionym korektorem pod oczy jest Lumi Magique firmy L'Oreal w odcieniu 1. Jest lekko/średnio kryjący, posiada aplikator w pędzelku i ma rzadką konsystencję. Do moich raczej niedużych sińców pod oczami spisuje się bardzo dobrze, nie wchodzi w zmarszczki i ładnie stapia się ze skórą. Utrwalony pudrem bez problemu utrzymuje się cały dzień. 


Korektorem do zadań specjalnych jest Affinitone firmy Maybelline w odcieniu 01 nude beige. Jest idealny jako baza pod cienie do powiek. Pięknie wyrównuje koloryt powieki, cienie rozcierają się na nim bez zarzutu, nie migruje i nie zbiera się w załamaniach. Sprawdza się u mnie dobrze również jako korektor pod oczy. Szczególnie po nieprzespanych nocach, w chwilach zmęczenia, kiedy moje ukrwienie staje się wyraźniejsze albo na imprezę, kiedy makijaż jest mocniejszy. :) Zdecydowanie polecam! 

IV. Brwi



Brwi podkreślam przy każdym makijażu. Niezależnie od tego czy jest to makijaż dzienny, wieczorowy, czy jeszcze jakiś inny. Podkreślone brwi pięknie otwierają nasze oko oraz nadają naszej twarzy pewną "ramę". Są idealnym tłem dla całego makijażu. Produktem, którego używam już od 1,5 roku jest cień do powiek firmy MAC w odcieniu Charcoal Brown Matte. Nakładam go przy pomocy pędzelka Hakuro nr H85. Jest to dla mnie duet idealny, niezawodny i zawsze bezpieczny, a do tego bardzo wydajny (jak widać ubytek w cieniu jest naprawdę nieznaczny). 


Przy podkreślaniu brwi bardzo pomaga mi również kredka Eye Brow Stylist firmy Catrice  w kolorze 020 Date Wish Ash-ton. Zazwyczaj podkreślam nią dolną linię brwi bądź uzupełniam nią brakujące włoski. Świetnie sprawdza się również czesadełko. 

V. Tusz do rzęs i eyeliner





Temat rzeka! Wypróbowałam już naprawdę wiele tuszów do rzęs: pogrubiających, wydłużających, z efektem sztucznych rzęs itd. Mimo to wciąż nie mogłam znaleźć tego jedynego.Dzięki Maxineczce (klik) postanowiłam kupić tusz Volume Million Lashes So Couture (fioletowy) firmy L'Oreal i... zakochałam się! Nie od pierwszego wejrzenia, ponieważ świeży tusz początkowo sklejał mi rzęsy i robił małe psikusy, ale na szczęście po niedługim czasie był idealny do stosowania. Właśnie skończyło się moje trzecie opakowanie. Bardzo nad tym ubolewam i czekam z niecierpliwością na jakąś wyprzedaż. Jeśli zależy mi na wydłużonych, podkręconych, rozdzielonych i pięknie czarnych rzęsach, to sięgam po niego bez chwili zawahania. Po prostu go kocham :) 

Eyeliner, którego używam jest z firmy MAC (odcień Blacktrack). Jest bardzo gęsty, szybko zastygający, idealnie czarny i trwały (ale nie wodoodporny). Nakładam go za pomocą cienkiego pędzelka, uprzednio wkrapiając do niego kropelkę Duraline firmy Inglot. Wtedy spisuje się idealnie. 

VI. Róże i bronzery 



Moim ulubionym trio jest paletka z Makeup Revolution (I <3 Makeup) w kolorze Medium. Zawiera piękny bronzer w kolorze mlecznej czekolady, który nadaje skórze opalony, ciepły odcień. Jest idealny zarówno w porze zimowej, jak i w lecie. W paletce znajduje się też róż i bladoróżowy rozświetlacz. Róż jest bardzo (!) napigmentowany i niewielka ilość na pędzlu zdecydowanie wystarcza. Ma piękny odcień nadający policzkom "zdrowych" rumieńców, bardzo dobrze się rozciera i utrzymuje co najmniej kilka godzin. Niestety, nie jest to produkt, który przetrwa cały dzień. Mimo to sięgam po niego bardzo często. Rozświetlacza używam najrzadziej, ponieważ bladoróżowy odcień w moim przypadku nie nadaje się na szczyty kości policzkowych. Czasami mieszam go z różem, kiedy zależy mi na bardziej rozświetlonych policzkach. Jest drobno zmielony i nie zawiera wyraźnych drobinek. 


Moim kolejnym ulubieńcem jest róż do policzków Defining Blush firmy Catrice w kolorze Rose Royce. Sięgam po niego bardzo często i zawsze mam pod ręką! Nadaje policzkom delikatnie różowego odcienia, rozświetla, dzięki czemu nasza cera wygląda świeżo, naturalnie i bardzo dziewczęco. Jak widać pudełko jest już trochę nadużyte, ale to tylko świadczy o tym, że was nie okłamuję o jego częstym używaniu... Polecam, polecam, polecam :) 

VII. Rozświetlacz



Tej Pani chyba nie muszę przedstawiać nikomu. Rozświetlacz Mary-Lou Manizer firmy theBalm to nr 1 na całym świecie. Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Opakowanie jest metalowe, bardzo solidne, a ilość kosmetyku starczy mi na przynajmniej 10 lat! Efekt na skórze jest absolutnie boski. Skóra wygląda na tak rozpromienioną, jakbyśmy dosłownie zamknęły w niej promienie słońca. Wiem, że może to brzmieć nieco banalnie, ale tego wykończenia nie da się inaczej opisać. Rozświetlacz nie należy do najtańszych, ale jest zdecydowanie wart swojej ceny. Nie zamieniłabym go na żaden inny. 


VIII. Krem



A na koniec rzecz, której tak naprawdę używam na samym początku. Zanim rozpocznę cały makijaż, nakładam na twarz krem na dzień Nuxellence Neclat firmy Nuxe. Moja cera, mimo iż jest mieszana, to uwielbia się przesuszać. Krem pomaga mi przede wszystkich utrzymać odpowiednie nawilżenie mojej skóry. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż. Jego formuła jest lekka, prawie bezzapachowa, wchłania się bardzo szybko. Bez niego ani rusz! :) 



Na dzisiaj to wszystko. Specjalnie opuściłam temat pomadek i paletek do oczu, ponieważ poświęcę im osobne posty. Jestem bardzo ciekawa waszych ulubieńców. Może mamy tych samych? :) 

Do zaś!

A.